Ariana | Blogger | X X X X
.

piątek, 28 września 2018

Ekscytacja wszystkim wokół-To już za nami!

Wchodząc dzisiaj do domu, pomyślałem, że kolejny raz będę musiał wykonywać to samo ćwiczenie, uspokajające Larę (Chcę dotrzeć do momentu, kiedy podekscytowanie będzie na tyle niskie, żeby nauczyć ją siedzenia na miejscu, kiedy ktoś otworzy drzwi) .
Wchodzę, a tu nic! Pies stoi spokojnie pod drzwiami, powstrzymując się od lizania i entuzjastycznych skoków, a to bardzo duży sukces.
Ostatnio Lara cały czas wyładowywała emocje na spacerach, szarpiąc się do wszystkich psów (za chwilę wyjaśnię dlaczego), z dnia na dzień było lepiej, ale dzisiaj zachowywała się idealnie. Nie próbowała podbiec do żadnego psa i dumnie maszerowała w jednym kierunku. 

Fotka musi być :P


Zawsze zastanawiałem się nad rozwiązywaniem wszystkich problemów z zachowaniem Lary, biorąc pod uwagę przyczyny tych zachowań. Kiedy odnalazłem przyczynę, to jakimś cudem, udawało mi się to zachowanie zmienić, ale nigdy nie zwracałem uwagi na to, że po niedługim czasie, pojawiały się nowe problemy, takie jak skakanie do obcych ludzi, niereagowanie na zawołanie, rzucanie się do psów, czy gryzienie wszystkiego w domu. Jakiś miesiąc temu zorientowałem się, że te wszystkie zachowania mają jedną przyczynę, co mogłoby się to wydawać oczywiste. Nie wiem, dlaczego wcześniej na to nie wpadłem. 

Sprawcą naszych problemów była ekscytacja! Podekscytowanie towarzyszyło każdemu z tych zachowań, które sprawiały nam kłopot, tylko dlatego, że popełniłem kilka błędów na samym początku. Jednym z nich było to, że w kształtowaniu charakteru szczeniaka stawialiśmy głównie na aktywności i kondycję, dlatego, że nie chciałem mieć psa leniwca-mówiąc krótko. Marzyłem o wspólnym bieganiu, długich spacerach i psich sportach. Udało mi się, ale w tym wszystkim mało było miejsca na odpoczynek, co tylko nakręcało niepotrzebnie psiaka. Ogólnie mówiąc, brakowało w naszym domu więcej spokoju i odpoczynku. Niby robiliśmy coś, żeby uspokajać Larę i uczyć samokontroli, ale najwyraźniej pobudzenia było więcej. 



Od dłuższego czasu ćwiczymy i uczymy się wyciszania w różnych sytuacjach. Nie ma tragedii, bo Lara nie jest wcale jakimś nadpobudliwym psem, ale czasami po prostu nie potrafi opanować emocji, a to nie jest dobre dla psa. Teraz w domu nie robimy nic co mogłoby ekscytować Larę, czyli zero zabaw, skakania itp. Aktywności spełniamy na spacerach, a w domu staramy się wyciszać, odpoczywać i myśleć. Na samym początku to było coś nowego dla Lary, więc sfrustrowana tym, że nikt w domu nie chce się z nią bawić, wyładowywała swoją energię po wyjściu z domu, szarpiąc się do każdego psa, ale po czasie się przyzwyczaiła i jest okej. Dzięki temu mam coraz większą pewność, że aktywny i spokojny pies w jednym, to jednak jest możliwe.

0

wtorek, 25 września 2018

Nasze szczenięce błędy wychowawacze

Ostatnio zastanowiłem się nad błędami, które popełnialiśmy na początku, a było ich naprawdę sporo. Teraz Lara jest naprawdę spoko psem, z którym normalnie możemy wyjść na miasto, iść na spacer, czy zaprosić kogoś do domu nie martwiąc się o nic, ale przyznaję, że wcześniej nie było tak łatwo. Wcześniejsze problemy wynikały z naszych błędów i niewiedzy. 
Myślę, że nawet gdybym spędził więcej czasu nad książkami i artykułami o psach to i tak nic by się nie zmieniło, bo taka wiedza nabiera sensu dopiero, wtedy kiedy nasz pierwszy pies zamieszka razem z nami . Nie wiem, czy jest nawet możliwe, żeby nie popełnić żadnych błędów przy swoim pierwszym psie :P .


Teraz pora zastanowić się co robiliśmy źle, więc może nadejść chwilowa załamka 😅




Brak wyciszania i nauki odpoczynku 

I To był baardzo duży błąd. W kształtowaniu charakteru szczeniaka stawialiśmy głównie na aktywności i kondycję, dlatego, że nie chciałem mieć psa leniwca-mówiąc krótko. Marzyłem o wspólnym bieganiu, długich spacerach i psich sportach. Udało mi się, ale w tym wszystkim mało było miejsca na odpoczynek. Dzięki czemu ciężko jest zmęczyć Larę umysłowo i fizycznie, a jej potrzeby pracy są o wiele większe.


Chodzenie na luźnej smyczy

Bardzo długo zmagaliśmy się z ciągnięciem na smyczy, tylko dlatego, że na początku nie uczyliśmy jej prawidłowego chodzenia. Akceptowaliśmy to jej słodkie ciągnięcie jak pies zaprzęgowy, bo myśleliśmy, że po prostu z tego wyrośnie. 


Zbyt szybkie kończenie ćwiczeń 

Myślenie, że jak już wyćwiczyliśmy, (nie) skakanie po gościach to możemy zakończyć naukę było naprawdę błędne. Skończyliśmy naukę, więc już więcej nie powtarzaliśmy żadnych ćwiczeń. Kończyło się to tym, że zachowanie powracało po kilku dniach, bo nie było za bardzo utrwalone. Typowy błąd początkującego 😂 


Uleganie manipulacjom Lary

Pamiętam do dziś ile problemów mieliśmy z ukrywaniem się pod łóżkiem ze zdobyczami. Lara wykorzystywała każdy moment, żeby tylko zwrócić na siebie moją uwagę, a jednym z nich było zjadanie i rozgryzanie wszystkiego pod łóżkiem. Brała do pyska wszystko, co możliwe i od razu uciekała z tym pod łóżko, oczywiście wcześniej pokazując wszystkim, że ma coś dobrego. Na ten widok od razu biegłem za nią i starałem się wziąć jej to, co zabrała, najczęściej z marnym skutkiem. 
Robiłem tak przez długi czas, dając się manipulować, dzięki czemu mieliśmy z tym dużo problemów, takich jak np. bronienie zasobów.


0

niedziela, 16 września 2018

Witamy w Psich Internetach!

Dzisiaj postanowiłem zacząć nowy rozdział z blogowaniem. To znaczy, postanowiłem to zrobić jakiś miesiąc temu, ale dopiero dzisiaj udało mi się wszystko zapiąć na ostatni guzik.
 Wcześniej publikowałem swoje teksty na blogu "Nosem Psa", ale na tej stronie już się w pewnym sensie "wypaliłem" i z dnia na dzień przestałem pisać swoje teksty.
 Wraz z końcem wakacji postanowiłem, że stworzę coś nowego i bardziej ciekawego.
 Teraz rozpocząłem naukę w zawodzie technik weterynarii (z czego się bardzo cieszę) i pomyślałem, że to idealny czas na stworzenie nowego bloga.

 PsieInternety to blog na którym będziecie mogli poczytać o psich nowościach w internecie, gadżetach, nauce, ciekawostkach, poradach oraz o wszystkim co dotyczy psów.
Nie zabraknie także tekstów o naszej psiej codzienności i życiu z psem 😉


0

niedziela, 16 września 2018

Dlaczego rzucam w psa parówką ?

Szkolenie pozytywne jest w ostatnich latach bardzo modne, a jak wszyscy wiemy każdy chce być w pewien sposób nowoczesny. Teraz kiedy ktoś decyduje się na psa od razu chwyta do ręki komórkę i chce się dowiedzieć wszystkiego o życiu z psem, co jest jak najbardziej normalne. 

Wyobraźcie sobie, że jesteście totalnie zieloni w tych sprawach i decydujecie się na psa, pierwszą rzeczą której chcielibyście się dowiedzieć jest zapewne wychowanie i szkolenie szczeniaka. Po wyszukiwaniu w internecie jak wychować i szkolić szczeniaka dowiadujemy się przede wszystkim, że musimy nagradzać go za wszystko. Jeśli pies usiądzie musimy go nagrodzić, jeśli stoi to musimy go nagrodzić. Aaa i jeśli leży to też go nagradzamy 😅.

Oczywiście żartuję, ale w pewnym sensie tak jest. To dobrze, że ludzie doradzają innym w jaki sposób mamy się obchodzić z psami i tłumaczą, że tak zwane szkolenie pozytywne to bardzo dobra rzecz, ale dzisiejsze społeczeństwo chłonie wszystkie informacje z internetu jak gąbka. Nikt nie zastanawia się dlaczego robimy tak, a nie inaczej, nie zagłębia tematu, a więc co za tym idzie - nie czyta już w jaki sposób tego psa nagrodzić, czym to zrobić i kiedy przestać.



 Człowiek nagradzając psa za wszystko i ignorując niechciane zachowania, rozwydrzonego psa ma jak w banku. Oczywiście założenie są super bo każdy chciałby dla swojego psa jak najlepiej, ale w natłoku informacji nikt nie potrafi trzeźwo pomyśleć i sam stwierdzić, że coś tu jest nie tak. To dlatego wiele ludzi skarży się, że takie szkolenie to głupota bo „mój pies nie słuchał się kiedy nie miałem przy sobie jedzenia”
Wielu ma na ten temat złe zdanie, ale tylko dlatego, że nie wiedzą, że nagradzanie smakołykami po pewnym czasie wycofuje się praktycznie do minimum. Sam na początku myślałem że to głupota, ale po dłuższym zastanowieniu się zmieniłem zdanie.


DLACZEGO RZUCAM W PSA PARÓWKĄ?
Często słyszę to pytanie, kiedy uczę Larę czegoś nowego i używam do tego kawałków parówki, a ludzie patrzą na mnie jak na głupka 😂.
Dobra, do rzeczy. Dlaczego uczę i wychowuję swojego psa „pozytywnie”? 
Ponieważ, w szkoleniu i w życiu nie zależy mi najbardziej na tym, żeby pies był mi posłuszny, a na tym żeby miał do mnie zaufanie i czuł się bezpiecznie. Szkolenie pozytywne opiera się na wzmocnieniu dobrego zachowania, dzięki temu nasza więź z psem jest coraz większa. Takie szkolenie nie opiera się tylko i wyłącznie na wykonywaniu wyuczonych ćwiczeń z psem tylko na wzajemnej komunikacji. Odczytywanie sygnałów, które wysyła nam pies jest z pewnej perspektywy kluczem do sukcesu. Zdecydowanie wolę odpowiednio nagradzać psa przez jakiś czas, kiedy smycz jest luźna, niż szarpać smyczą, kiedy ta jest napięta.

Niektórzy chcą dać swojemu psiakowi jak nawięcej wolności i nie akceptują żadnego szkolenia, ale według mnie nie jest to dobry pomysł. W dzisiejszych czasach, kiedy psów w mieście jest naprawdę dużo, nauka podstawowych komend powinna być normą, nawet ze względów bezpieczeństwa.
Myślę, że fajnie by było jakby każdy pies w mieście potrafił przynajmniej przychodzić na zawołanie w razie niebezpieczeństwa. 


Jestem bardzo ciekawy jakie wy macie zdanie na ten temat i jakie wy mieliście podejście do wychowania i szkolenia waszych psów na samym początku . Piszcie w komentarzach!


0